Okonie ze starorzeczy

Jesień, gdy tylko spadną ostatnie liście z drzew i złapie pierwszy przymrozek to mój ulubiony okres na okonie z wiślanych starorzeczy, dołków, klatek. Uwielbiam łowić te piękne pasiaste ryby o tej porze roku, ma to swój niepowtarzalny klimat. Czasem mgliste, chłodne żeby nie napisać przenikliwie zimne poranki i ta cisza nad wodą. Czuć już zimę za progiem. Poniżej postaram się Wam przybliżyć jeden z wyjazdów z poprzednich sezonów.

Dzień wcześniej dzwoni Artur, krótka rozmowa i już wszystko ustalone, jedziemy na okonie, na „moje” starorzecza. Czas spędzony w aucie mija szybko na rozmowach o rybach, sprzęcie planach na przyszły sezon.. Nad wodą meldujemy się ok 6:30. Szybko montujemy zestawy i zaczynamy łowienie.

Niestety na tym pierwszym starorzeczu rybki nie chciały gryźć a może za wcześnie się poddaliśmy, pierwsze ryby łowimy dopiero 2,5h później. Jak by nie było zapadła szybka decyzja o zmianie miejsca i już jedziemy na kolejna metę oddaloną o kilka kilometrów.

Artur łowi „klasycznie” czyli główka plus twisterek, ja mam zestaw DropShot’owy. Niestety i tutaj rybki nas nie rozpieszczają, pierwszego okonia łowi mój towarzysz, jak się później okazało była to pierwsza i ostatnia rybka złowiona na główkę plus twisterek.

Sytuacja zmienia się ok godziny 9:00, łowię pierwszego okonia. Ryby brały zdecydowanie lepiej, gdy zza chmur wyglądało słońce.

Po chwili mam kolejne 3 sztuki i montujemy zestaw DropShot’owy na wędce Artura. Ryby stoją daleko od brzegu, na kołowrotkach nawinięte plecionki Duel Hardcore X8 PE 0.6 niestety szpulka z PE 0.3 została w domu, przypon z flouorocarbonu 0.18mm i ciężarek 10g. Żyłka spisuje się słabo, większości brań nie widać i trudniej poprowadzić zestaw.

Artur szybko łowi swojego pierwszego „dropszotowego” okonia. Rybki są bardzo ładnie wybarwione.


Jakto zwykle bywa gdy rybka gryzie czas płynoł nam bardzo szybko. Co chwila na brzegu meldowały się kolejne okonie po czym wracały do wody. Około 13:00 brania osłabły. Wykorzystaliśmy ten moment, bo już trochę w brzuchach ściskało. Na starorzeczu kiepsko było z opałem, przenieśliśmy się na pobliską opaskę i główki gdzie wysoka woda przyniosła materiału na niejedno ognisko. Jedzonko się robiło a Artur próbował sił w wodach Królowej, poza kilkoma zaczepami nie udało się nic złowić.

Kiełbaska, pieczone ziamniaczki, pomidorek, czosneczek, musztarda i coś na smaczka… Nad wodą wszystko zawsze smakuje wybornie.

Najedzeni wracamy na starorzecze. Rybki znów gryzą, do wieczora przerzucamy po kilkadziesiąt okoni. Z ciekawości montuję boczny trok, brania są, ale zdecydowanie słabsze i rybki mniejsze. Najwięcej brań i wyjętych ryb mieliśmy na Keitechy Live Impact 2.5 cala i Sex Impact 2.8 cala dużo ale raczej drobnych ryb mieliśmy na „kuleczki” dość ciekawa i uniwersalna przynęta, będzie o niej w kolejnych artykułach. Bardzo istotny obok przynęt o ile nie najważniejszy był zestaw Dropshotowy a raczej jego budowa, nie będę się już tutaj rozwodził bo temat zasługuje na swój kawałek tekstu podobnie jak „kulczka”

Okazów nie udało się połowić, 30+ były dziś poza naszym zasięgiem. Na szczęscie ryb było w miarę dużo i cały dzień aż do zmroku coś się działo, nie nudziło się nam. Przeważały rybki w rozmiarach 20-25cm, największą udało się oszukać Arturowi na Keitecha jak dobrze pamiętam 27cm. Wiem, że robiliśmy mu fotkę, ale nie mogę jej namierzyć. Dzień zaliczyliśmy do udanych i już czekamy na następny nad wodą.

Paweł Gajowiak  @gajosik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Podaj wynik *