Wiślana dniówka

Ostatnie dni lipca były ciepłe, gorące wręcz.  Pogoda skłaniała do wyjazdu na pobliskie pojezierze w celach typowo niewędkarskich. Nie ukrywam lubię trochę popływać czy wypić jakiś napój chłodzący nad brzegiem jeziorka.  Szczególnie w takie dni gdzie lampa i wysoka temperatura nie wróży sukcesów.

Jednak zamiast przyjemnej wody w jeziorze wybieramy z bratem Wiślane klimaty, czyli żar lejący się z nieba, krzaczory i zalani potem penetrujemy rzeczne ostępy.

Startujemy jeszcze przed świtem, teraz łowi się przyjemnie jest jeszcze rześko, i przyjemnie chłodno.

Pierwsze meldują się niewielkie kleniki i okonie na KillerEGG 20mm, łowimy jeszcze po ciemku. W momencie gdy robi się już szarówka, zaczynaja pokazywać się bolenie. Zmieniam na RappMurdera, i biczuje wodę.  Piotrek zostaje wierny banankowi 35mm model dedykowany głównie kleniom i pstrągom, w miejscu gdzie łowi brat co chwilę pokazują się fajne złote kluski pod 50cm. Kilka rzutów i słyszę dźwięk hamulca za plecami, ryba ładnie walczy i daje sporo emocji szczególnie przy końcówce holu.  Zaskakuje nas bo  zamiast grubego klenia jest fajny boleń.

Zapowiada się fajnie, ciśniemy dalej. Piotrek na bananka ja wierny RappMurderowi. Po kilkunastu minutach mam i ja swoja pierwszą większą rybę. Najpierw obstawiam niewielkiego bolenia, i znów zdziwienie przy podbieraniu. Dziwny poranek boleń na kleniowy wobler a teraz kleń na wobler boleniowy, czyżby od tego gorącą coś im się pomieszało ?

Im słonko wyżej tym cieplej, ryby przestają się pokazywać. Piotrek łowi jeszcze dwa bolenie z zapływu dużej główki oba ok 50cm tym razem oba na RappMurdera. Ostatni kleń na bananka 35mm bierze ok godzony 10:00.

Boleń może nie największy, zawodniczy 50siatak ale tym razem złowimy po bożemu na boleniowkę RappMurder.

Na tym można by powiedzieć kończy się poranna sesja, zaczynamy ta najtrudniejszą technicznie czyli środek dnia. Kolejna zmiana miejsca, w drodze na kolejna metę zmieniamy ubranie na przewiewne koszulki i krótkie spodenki umożliwiające brodzenie w rzece, super sprawa podczas upału, prawie jak jezioro 🙂 Wchodzimy do wody zazwyczaj po pas, trzymamy się tylko znanych dobrze znanych odcinków rzeki o twardym kamienistym lub żwirowym dnie. Wisła jest dosyć niebezpieczną rzeką i trzeba uważać, nie ma miejsca na rutynę czy brawurę.

Oprócz ciuchów zmieniamy przynęty, większe wabie są ignorowane. Łowimy na KillerEgg 20mm 1.2g oraz 1.8g. Przerzucamy do wieczora pokaźne ilości kleni i okoni. Niestety rybki niewielkie średnia wielkość to ok 25cm w przypadku kleni, i ok 20cm w przypadku okoni. Największe kleniki podchodziły pod 30cm, żaden okoń nie przekroczył 25.  Wielkościowo słabo ale ilościowo jak na taka lampę bardzo dobrze, nie nudziliśmy się podczas gorącego południa w oczekiwaniu na wieczór.

Pudełeczko z kleniowo-jaziowymi smakołykami, do których chętnie garnęły się również okonie.

 

No i wytrwaliśmy, jest upragniony wieczór i zachód słońca a wraz z nim przyjemne coraz chłodniejsze powietrze.

Wchodzimy do wody po pas na płytką stara opaskę, dno jest równe kamienisto żwirowe. Trzymamy się jednego najatrakcyjniejszego miejsca z małą rafką, bardziej stertą kamieni o powierzchni 3x8m. W ruch ida troszkę najpierw RappMurdery a jak zapadała już ciemność do wody poszedł nowy model woblerka który dziś testowaliśmy. Zacinam fana rybę jednak parkuje w zawadzie i na tym się niestety kończy hol.  Mamy dużo niezaciętych brań.  Udaje mi się w końcu nie spudłować szybkiego pstryknięcia i witam się z wiślanym mętnookim.

Niestety o tej porze dnia trzeba mieć ze sobą aparat, z wędkarskiego telefonu zdjęcie jak wyżej, bez szans na jakość.

łowimy dalej, meldują się kolejne okonie i kleniki. Woblerek robi robotę 🙂 bardzo mi się podoba akcja V z lustereczkiem niezbyt intensywna, ale wyczuwalna na kiju. Duże szanse że wobek wskoczy do oferty na stale, sprawdził się już na pstrągach. Będzie w długości 40 i 50mm.

Łowimy dalej. Jest już ciemno a my stoimy po pas w wodzie zerkam na brzeg na mój punkt orientacyjny czy jeszcze go widać. Wole nie wracać po omacku i kąpiel zaliczyć w jeziorze a nie w nocy w Wiśle.  Ostatnie branie dzisiejszego wyjazdu i ostatnia ryba. Również na prototypowy model woblerka. Bolo dał sporo emocji odpasiona rybka w dobrej kondycji. Do upragnionych 70cm brakowało 3cm.

 

Na tym kończymy, choć jeszcze wcześnie, niestety zaczepy pozbawiają nas wszystkich prototypów a inne woby są skutecznie ignorowane. Dzień udany. Ryby dopisały, zresetowani i zmęczeni fizycznie ale szczęśliwie zmęczeni 🙂 wracamy do domu. Od rana czeka na mnie praca woblerki same się nie zrobią 🙂

 

gajosik

Paweł Gajowiak

 

Dodaj komentarz

Podaj wynik *